Jestem z Układu


Dzień Zmarłych, a potem Gwiazdka.

KALENDARZ POŚCIGU ZA UKŁADEM
Minęły 403 dni od rozpoczęcia pościgu za układem!
A “UKŁADU” ANI ŚLADU!

Nadal Układu ani śladu. Więc licznik działa nadal mimo wydziwiań kilku z dyskutantów. Ciągle brak choćby jednego faktu, któryby uprawdopodobnił podejrzenie, że poza trywialnymi aferami kryminalnymi, w które mogą być zamieszani, jak w każdym innym kraju także osoby publiczne, jest jakieś ukryte monstrum, które sięga wszędzie i steruje państwem. Nic nowego. „U” pozostaje nadal, gdzie był od samego początku, w sferze psychiatrii. A konkretniej w sferze zjawisk i skłonności paranoidalnych, które cechuje patologicznie wyostrzone poszukiwanie powiązań między różnymi faktami mającymi udowodnić przyjęty z góry dogmat.  
 
Dziś Wszystkich Świętych, albo Dzień Zmarłych, wedle wolnej woli i wyboru. No chyba, że pracuje się w publicznych mediach, gdzie, jak słychać stosownie do ustalonej przez szefostwo i obowiązującej instrukcji językowej, takiego określenia jak Dzień Zmarłych nie wolno używać. Oczywiście za Wszystkimi Świętymi stoi religia i tradycja dając prymat temu określeniu i dobrze, ale w Polsce żyją nie tylko wierzący, a poza tym różne nazwy na to samo wzbogacają język. Odniosłem też wrażenie, że obecność tej instrukcji językowej objawiła się przy relacjonowaniu ostatnich wydarzeń na Węgrzech, kiedy to konsekwentnie używano określenia „postkomuniści” na rządzącą tam obecnie partię socjalistyczną. Ale może to naturalna nowomowa tych mediów obsadzonych dziś bezprecedensowo jednobarwnym towarzystwem, wymieszana na wszelki wypadek z zabezpieczaniem się przed wywaleniem z roboty za „językowe” niedostosowanie. Tak, czy inaczej słysząc bez przerwy o tych postkomunistach węgierskich miałem w uszach dawne głosy spikerów PRL-owskich, jak za Panią Matką Cenzurą mówiących o „Zamku Warszawskim” zamiast o Zamku Królewskim.  

Mnie się nazwa Dzień Zmarłych podoba i używam też „Wszystkich Świętych”. Dzień Zmarłych jest światopoglądowo neutralny, a w Polsce, jak napisałem, żyją nie tylko wierzący i nie tylko chrześcijanie. Na dodatek najlepiej oddaje to, co tego dnia robimy. Wędrując, czy jadąc setki kilometrów na cmentarze nie idziemy do wszystkich świętych, lecz do Naszych Zmarłych. Pomysł, żeby tę nazwę wyrzucać z języka mediów publicznych to zacietrzewiona głupota, a wyczytałem gdzieś, już nie wiem gdzie, że jakiś usłużny, nadgorliwy dureń uznał, że trzeba też posłać na banicję takie piękne określenie Bożego Narodzenia, jak Gwiazdka, bo rzekomo wymyślili je komuniści, aby zeświecczyć to wielkie święto chrześcijan. To bzdura, Gwiazdka ma o wiele starsze korzenie. Słyszałem tę nazwę od mojej Mamy jeszcze jako dziecko, rok mógł być 1945 i potem przez całe życie, kiedy o Bożym Narodzeniu mówiło się w domu familjarnie to padało określenie „Gwiazdka”, „na Gwiazdkę”. I nagle jakiś bęcwał chce objąć to określenie zapisem swoistej cenzury. A choćby je nawet wymyślili komuniści, to co z tego. Jest bardzo ładne, zakorzeniło się w naszym języku więc szanowni reformatorzy języka z rządzącej większości oraz ich klakierzy z mediów, odczepcie się od niego. Co to? Przyśnił się Wam „Wielki Językoznawca” ze Wschodu?

152 komentarze to “Dzień Zmarłych, a potem Gwiazdka.”

  1. jeffa napisał(a):

    Panie Bekas!
    Napisałem „we Włoszczowie” za Ziemkiewiczem (proszę sprawdzić link).
    Ziemkiewicz jest (o ile mi wiadomo) polonistą z wykształcenia, więc w kwestii deklinacji mam do niego zaufanie. Być może niesłusznie! :-))

  2. Bekas napisał(a):

    Pani Zofio.
    Pani „mojego” feletonisty lubić nie musi. Niech Pani za to spyta p. Geremka czemu nie podpisał traktatu pokojowego z Niemcami.
    Co do opisu p. Geremka z Wikipedii. To są konkrety??? Najpierw Pani zarzuca oponentowi, że nic konkretnego (w ramach krytyki) nie pisze, a zaraz potem sypie ogólnikami…z Wikipedii. Śmiech.
    Co do „zdziry” i „kochanki”. Pytać kochanki nie będę, choćby dlatego, że pisałem to z przymrużeniem oka.
    Tu ma Pani jeszcze link do drugoego „mojego” felietonisty:
    http://korwin-mikke.blog......index.html

  3. Mawar napisał(a):

    jeffa

    Nie znam Włoszczowej, nigdy tam nie byłem, nie wiem czy tam jest potrzebny peron. Nie umiem więc ocenić, czy to jest afera zagrażająca interesom komunikacyjnym Polski? Proszę mnie zrozumieć, podobnie nie wiem co zrobić z doniesieniem Wyborczej o rurze Wassermanna, wirtualnie poprowadzonej przez krakowską redakcję Gazety do źle uziemionej wanny ministra. Ale juz zupełnie inaczej jest z doniesieniem Wyborczej, że poseł Pęczk z SLD (uwaga: będzie dosłowny cytat) „Polskę za merca sprzedawał” – jak wiadomo chodzioło o handel ustawą sejmową. Poseł Pęczek od pół roku siedzi w więzieniu, więc przypuszczam, że jest coś na rzeczy z tym mercedesem z firankami od Dochnala. A z drugiej strony, kiedy słyszę o aferze mrówkowej, związanej z prokuratorem Januszem Kaczmarkiem, to nie wiem, czy to jest afera czy dowcip o aferze. W skrócie: ojciec obecnego porkuratora załatwił (cokolwiek to oznacza, może kupił?) w Baltonie (za komuny to rodzaj Peweksu) jakiemuś ważnemu ówcześnie prawnikowi w Gdańsku środek przeciw mrókwom faraona. Biedak był przez nie terroryzowany we własnym domu. Dzięki tej aferze obecny porkurator Kaczmarek miał (tu relata refero) dostać się na aplikację i dziś porządnie wykształcony może ścigać Mazura i innych gangsterów. Czy afera mrówkowa z PRL-u mogła miec wpływ na obecną sytuację w Polsce? Mogła, jeśli w ogóle była. :)

  4. jeffa napisał(a):

    Panie Bekas!
    Tutaj link do eksperta:
    http://poradnia.polonisty...../?modul=14
    I po co się było tak denerwować?

  5. KRANADHA napisał(a):

    Panie Wolodyjowski
    Odpowiadam troche pozno poniewaz kiedy wy piszecie my spimy.
    Polska historie znam z tego co mnie nauczyli w szkole w latach 50-tych.I uczyli nas ze to byly poczatki panstwa polskiego i nie dochodze kiedy Wolodyjowski wymachiwal ta swoja mizerna szbelka czy staly juz wszedzie slupki graniczne.
    Jezeli Pan sie urodzil przed nasza era to Pan zna inna historie Polski.
    Wiem ze byly rozne wiary i wyznania w tym czasie ale nie robily takich problemow jak narod ktory dostal opieke w naszym kraju i specjalne przywileje od naszaego Krola a pozniej wyzywal sie na Polakach i wyzywa sie do tej pory nazywajac Polakow mordercami i antysemitami. I robia to ciagle chociaz z dalekiego Nowego Jorku. A moze by warto i sie rozejzec w Polsce.

  6. torlin napisał(a):

    Bekasie!
    Jeffa ma rację, daj mu spokój. I Ziemkiewicz też ma, wystarczy sięgnąć do Miodka. Włoszczowa odmienia się jak Częstochowa rzeczownikowo (Częstochowy, Włoszczowy; Czestochowie, Włoszczowie; Czestochowę, Włoszczowę) w przeciwieństwie do odmiany przymiotnikowej Limanowa, Kolbuszowa (Limanowej, Kolbuszowej; Limanową, Kolbuszową). I nie kłóć się, bo nie masz racji.
    Mawar!
    Z punktu widzenia amerykańskiego na pewno nie dużym, bo jestem warszawiakiem. Wypisywanie takiego spisu literatury jest bezcelowe, bo niby co do naszej dyskusji może wnieść np. Malinowski?
    Nie wiem, dla mnie, ktokolwiek interesował się tym tematem chociaż odrobinę, te sprawy są znane. Przed napisaniem tego wpisu zajrzałem do gugla i to samo znalazłem m.in. w oficjalnym serwisie PAPu dla nauki polskiej pt. „Ognie na rozstajach dróg”. A na dowód, że się tym interesuję, to czytam chyba po raz 10 w swoim życiu Eliadę „Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy”. B. ją lubię. Przykro mi Mawar, ale po prostu nie masz racji.
    Drogi Bernardzie!
    Jesteś niereformowalny. Znowu porównujesz Święta Bożego Narodzenia ze Świętem Zmarłych? To są rzeczy nieporównywalne, pisałem Ci o tym. Dzień Zmarłych jest Świętem wszystkich polaków, a nie jest świetem religijnym.

  7. Paweł Luboński napisał(a):

    Mawarze, napisałeś:
    „Ja pisalem o zagrożeniach wynikających z pomysów nowego porządku cywilizacyjnego, opartego na przesadnie optymistycznej lewicowo-liberalnej wizji, negującej integralność c a ł e j europejskiej tradycji z wszelkimi tego konsekwencjami. Centrolew jest napoważniejszą siłą, która w Polsce będzie prowadzić w tym kierunku, to oczywiste.”
    Otóż stwierdzam, że napisałeś b z d u r ę, w dodatku bzdurę będącą zarazem oszczerstwem. Jeśli w to wierzysz, to mi cię żal, jeśli nie, to jest to draństwo.
    W poprzednim wpisie prosiłem, abyś przytoczył dowody na poparcie swych tez: jakieś dokumenty programowe Centrolewicy, wypowiedzi jej znaczących polityków itp. No i gdzie one?
    Teraz Bekas, żeby było za jednym zamachem:
    „Wygląda mi z tego, żeś Pawle młody mocno, bo do niedawna takich ludziów się tak nazywało:
    Kochanek, kochanka, konkubin, konkubentka, gach, kochanica, zdzira….”
    Wygląda mi z tego, żeś, Bekasie, bardzo pochopny w sądach. Do twojej wiadomości: mam czterdzieści osiem lat.
    Znam osobiście dwie pary, z których każda żyje razem od dwudziestu kilku lat i ma prawie dorosłe dzieci, a nie ma nawet ślubu cywilnego. To twoim zdaniem dwóch gachów i dwie kochanice, tak?
    Czy może zdziry?
    Życie jest bogatsze i bardziej skomplikowane niż to się prrrrawwicowym konserwatystom wydaje.

  8. miner napisał(a):

    W. Kuczyński: prawda to (jak donoszą mi „życzliwi), że wczoraj późnym wieczorem w chwili słabości (pewnie podobnej do tej, która sprowokowała słynne już życzenia) ujawnił Pan swoje oblicze „autorytetu”? Oczywiście „autorytetu” zdefiniowanego w tradycyjnie pokrętny sposób – osoby, która nie jest w stanie znieść jakiejkolwiek krytyki?
    Potem wpis zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach…

  9. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Bosz! I znowu ta nieszczesna Wloszczowa!
    Na blogu Lysakowskiego, kilka tygodni temu przeczytalam na ten temat wypowiedz, sformulowana bynajmniej nie przez zwolennika PiS, sluchacza RM, wielbiciela TVTrwam, kamaszy min. Dorna, „lzeelit” Kaczynskiego etc. etc .
    ……………………………………………..

    tuje Powiedział/a::
    październik 17th, 2006 @ 13:48
    [Faller]

    Tak napisała Wyborcza – ja się pytam o fakty, a nie fakty dziennikarskie. To po pierwsze.

    Po drugie – część z tych pieniędzy, które pochłonęło otwarcie stacji, to koszt remontu toru – i tak prędzej, czy później musiałby być poniesiony.

    Po trzecie – podróż pociągiem z Kielc i okolic do Warszawy bezpośrednio jest dłuższa o 30-60 minut, niż dojazd do Włoszczowy a potem TLK i ekspresem. Cóż, nie da się nie uwzględnić istnienia po drodze Gór Świętokrzyskich, które mimo że skromnych rozmiarów, są jednak dla kolei nierozwiązanym problemem.

    Dużo taniej jest odremontować połaczenie Kielce – Włoszczowa, niż prostować połączenie Kielce – Warszawa.

    Argumenty o zatrzymywaniu się w małych miejscach? Cóż, bez urazy dla mieszkańców tychże, ale przystankami dla IC/EX są (z liczbą mieszkańców) (z grupy dyskusyjnej pl.misc.koleje)

    Goleszów 4000
    Stróże 2200
    Ustronie Morskie 1800
    Żegiestow 910
    Wysoka Kamieńska 650

    Cóż, plany budowy nowego lotniska pod Kielcami mogą się urzeczywistnić wcale nie za długo – przy wydatnej pomocy oczywiście Unii Europejskiej- z dwóch rozpatrywanych miejsc w jednym gmina zgromadziła już potrzebną ziemię wykupujac ja z rąk prywatnych, w drugim taka rezerwa jet już od dawna, a cała sprawa zaczyna się konkretyzować.

    Tak czy inaczej pewnie będzie to związane z remontami linii kolejowych dochodzących do Kielc z rejonów całego województwa świętokrzyskiego. Zresztą jedną tych dwóch rozpatrywanych lokalizacji jest teren przy linii Kielce-Częstochowa (przecinającej Włoszczowę), która ma szansę stać się miejscowością przylotniskową, i punktem przesiadkowym.

    Jeśli teraz w tym regionie bezrobocie jest wysokie i standard życia niski, to chyba lepszym rozwiązaniem niż zasiłki jest lepsze połączenie z dużymi rynkami pracy takimi jak Kraków czy Warszawa.

    Powtórzę – można widzieć w tym jedynie propagandę progosiewską, a można początek przebudowy tego regionu.

    Jeśli ponowny sukces wyborczy Gosiewski chce odnieść przy pomocy takich posunięć, to mu przyklasnę – choć i tak nie zagłosuję.
    ………………………………………………………………………

    Merytorycznie, bez zapieklosci i promowania opcji politycznych.

    Kaska

  10. Katarzyna Makowska napisał(a):

    „wolałbym, żeby mi nikt nie dyktował, jak mam co nazywać. To się nazywa wolność słowa. ”

    Panie Pawle, ale chyba nie oczekuje pan wolnosci do nazywania wtorku sroda!;););)
    Kaska

  11. W.Kuczyński napisał(a):

    Miner,
    nie pochlebiaj sobie. Wycofałem wpis, bo uznałem, że Twój był reakcją na wpis jakiegoś gościa, który się tu chciał zareklamowac. Ale jeśli on dotyczył mnie i był wywnętrzaniem się nad moją ortografią, to powtarzam propozycję. Skonfrontujmy moją listę publikacji; książek i artykułów, zrobionych moją ułomną ortografią z Twoją listą publikacji nie wątpie wedle wzrowej ortografii. Pokaż ją, albo podaruj sobie wywnętrzniania nad moimi umiejętnościami operowania językiem.
    A krytykowania mnie na tym blogu jest obfitość, jeśli Ci to nic nie mówi o moim stosunku do krytyki to nie wypada mi nic innego, jak pokiwac głową nad Twoją spostrzegawczością.

  12. Mawar napisał(a):

    torlin

    „Przed napisaniem tego wpisu zajrzałem do gugla i to samo znalazłem m.in. w oficjalnym serwisie PAPu dla nauki polskiej pt. “Ognie na rozstajach dróg”.

    Ja ci tu Levi-Straussem i Jungiem ty we mnie PAP-em. Sorry, jestem bez szans. :)

    „Przykro mi Mawar, ale po prostu nie masz racji”.

    Zaczynam rozumieć, że ogień znany był tylko w Europie Środkowej. :)

  13. Paweł Luboński napisał(a):

    „Panie Pawle, ale chyba nie oczekuje pan wolnosci do nazywania wtorku sroda!”
    Pani Katarzyno, ależ oczywiście że oczekuję! Wolność słowa na tym przecież polega, że można mówić także głupoty, można mówić bzdury, można nawet nieprawdę, pod warunkiem, że nie wyrządza się przez to komuś krzywdy.
    Czy jest Pani zdania, że takiego, co wtorek nazywa środą, należy zakneblować lub posadzić do więzienia? Ja bym mu co najwyżej taktownie zaproponował wizytę u psychiatry.

  14. Zofia napisał(a):

    Przed chwilą, w programie Najsztuba and company miałam okazję poznać wersję wydarzeń, jakie miały miejsce w teatrze im. Słowackiego Krakowie i opisane przez dziennik.
    Publicysta Tygodnika Powszechnego, prof. UJ Michał Paweł Markowski przyznał, że w dyskusji literackiej, zabrakło argumentów merytorycznych, pisarz Antoni Libera stwierdził iż profesor jest agent, a nawet gorzej, bo oficer prowadzący SB i z takimi on, pisarz, nie gada i ręki nie podaje. Przedtem było też coś w tym stylu pod adresem małżonki profesora. Za co dostał natychmiast siarczysty policzek od profesora.
    Nazywanie kogoś agentem, TW lub oficerem komuszych służb wszelakich jest u nas nagminne, bez względu na to czy czy epitet jest prawdą. Celuje w tym żurnalistyka spod znaku „Naszego dziennika” czy tez prominentni politnycy PiS.
    Ale po raz pierwszy znalazł się 100% chłop i przypomniał nam, że można być po prostu mężczyzną i za znieważanie i pomówienia można dostać publicznie w twarz.
    Rzecz bez mała symboliczna, dla mnie.
    I choć profesor Markowski zadziałał odruchowo, jak sam się przyznał, to ten spektakularny publiczny policzek wymierzony na poziomie intelektualnych elit kraju – zasygnalizował, że w Polsce przekroczone zostały granice przyzwoitości i na to nie ma już przyzwolenia.
    Prof. nie żałuje tego co zrobił.
    Ja natomiast nie dziwię się, że został zasypany SMS-ami z gratulacjami za ten pierwszy, zdecydowany i wybitnie namacalny sprzeciw wobec upodlania ludzi i naruszania ludzkiej godności.

  15. miner napisał(a):

    W. Kuczynski – widze ze jest jeszcze gorzej niz myslalem skoro jasna i precyzyjna „zaczepka” do jakiegos smiesznego czescjacka, który przyszedł tu tylko po to by pochwalic sie swoimi wątpliwymi osiągnieciami w obsłudze programów graficznych prowokuje tego typu reakcję.
    Ja rozumiem, że lata uczestniczenia w jednokierunkowym komunikowaniu swoich przekonan (albo przynajmniej w komunikacji asymetrycznej-dużo wychodzi, malo wchodzi) pozwoliły Panu zapomniec o tym, że sa równiez ludzie o innych przekonaniach. Jedną z największych wartości współczesnej blogomanii polityków i dziennikarzy jest własnie pokazanie tym, którym wydawało się, że lud spija słowa z ich ust, że rzeczywistośc jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. To na pewno boli ale to jest cenna lekcja życia dla Pana i wszystkich blogomaniaków. Jak rozumiem, jest to terapia na własne zyczenie.

    I całkiem na marginesie – popełnianie błędów ortograficznych to zwykła sprawa. Pójscie w zaparte i nieprzyznawanie sie do błędu (tylko dlatego, że błąd ten wytyka ktoś kogo Pan nie potrafi szanować za to, że się z Panem nie zgadza w sposób zasadniczy). to juz nie kwestia ortografii tylko wiarygodności.

  16. Mawar napisał(a):

    Zasiu, masz po stokroć rację, jestem pod wrażeniem twoich słów. Chyba jutro skopię swojego sąsiada, któremu mój pies ostanio nie za bardzo się podoba – no, czasem zaszczeka bydle na klatce schodowej, jak to pies. A że kiedys ćwiczyłem karate shotokan, a mae geri (kopnięcie okrężne w głowę) to jeszcze umiem zrobic, więc jak mu porządnie dowalę to zrobię z niego miłośnika czworonogów i ekologii. Przekonasz się, że nie tylko krytyk literacki potrafi być prawdziwym mężczyzną.

  17. torlin napisał(a):

    Pani Zosiu!
    Pani da sobie spokój z Mawarem. Niech sobie Pani go odpuści. Ta dyskusja nie ma sensu.

  18. Katarzyna Makowska napisał(a):

    „Czy jest Pani zdania, że takiego, co wtorek nazywa środą, należy zakneblować lub posadzić do więzienia? ”

    Alez skad, ale wolalabym aby np. recepcjonistka od mojego lekarza nie popuszczala sobie fal wolnosci az tak swobodnie;)

    Kaska

  19. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Chyba sie z pania znowu nie zgodze, pani Zofio.

    Bezzadne pomowienie jest rzecza obrzydliwa i jak najgorzej swiadczy o pomawiajacym, ale uzywanie aktow przemocy fizycznej to NIE JEST wlasciwy sposob na wyrazanie swojej dezaprobaty.

    Jak sie doczytalam owa wystepna grupka chlopakow z Gdanska zastosowala przemoc fizyczna wobec Ani, bo jeden z nich sie poczul urazony odrzuceniem przez nia jego zalotow. Honor jego, rozumie pani, ucierpial!

    Wiem, zestawienie drastyczne, ale poslugiwanie sie rekoczynami – zwlaszcza przez intelektualistow! – za niedopuszczalne. Bez wzgledu na okolicznosci, bez wzgledu na stopien gniewu, ani – a chocby najszlachetniejsze! powody – do niego.

    Jak zero tolerancji, to zero tolerancji: i dla pomawiaczy, i dla, przebranej w oblude Boziewicza, dintojry.

    Kaska

  20. narciarz2 napisał(a):

    Jak Panstwo moze zauwazyliscie, politycznie rzecz biorac stoje po stronie Gospodarza, Torlina, oraz p.Zofii, oraz w zdecydowanej opozycji do Kaski Makowskiej. Jednakze chcialbym oddac Kasce sprawiedliwosc w ostatnio poruszonej sprawie. Zero tolerancji dla rekoczynow. Moim zdaniem, pan profesor UJ ustawil sie w jednym szeregu z p.Arturem Zawisza, ktory bez zenady przyznaje sie do uzywania butow w dyskusji swiatopogladowej na kampusie, oraz z innymi przedstawicielami Wszechpolakow, ktorzy w podobny sposob dyskutuja z gejami.

    „Wybitnie namacalny sprzeciw wobec upodlania ludzi i naruszania ludzkiej godności” w postaci uderzenia przeciwnika w twarz powinien znalezc swoj final w sadzie. Wydaje mi sie rowniez, ze pochwalajac rekoczyn profesora, pani Zofia nie wystawila sobie najlepszego swiadectwa.

  21. Mawar napisał(a):

    narciarz2 —
    „Jak Państwo może zauważyliscie, politycznie rzecz biorąc stoję po stronie Gospodarza”…

    Stanowczo nie doceniasz naszej spostrzegawczości.
    Zamiast po stronie Kuczyńskiego lepiej stać po stronie sprawiedliwości i prawdy. :) Nie obruszaj się na Zofię, jesteście po tej samej stronie barykady, tyle że ona należy do frakcji rewolucyjnej, ty – umiarkowanej, stąd zupełnie różne u was definicje prawdziwego mężczyzny. A swoją drogą, Polska chyba zwariowała, skoro nawet mordobicie wpisuje się w bieżący kontekst polityczny. Że się wpisuje to jeszcze nic, ono nabiera politycznie poprawnego charakteru i spotyka się aprobatą proeuropejskich, lepiej wykształconych zwolenników rozsądku. Narciarz2 jest wyjątkiem potwierdzającym regułę.

  22. Zofia napisał(a):

    Ja także nie pochwalam rękoczynów, ale ongiś rzucało się rękawicą w twarz.
    Czasami bywa sytuacja, że taki publicznie dany policzek ma swoje znaczenie.
    I właśnie to taki przypadek.
    Na histerię nie ma innego sposobu.
    Ubolewam, że moi Przedmowcy nie rozumieją pewnych niuansów.
    Co innego brutalne pobicie, walniecie pięścią w nos, co innego taki właśnie policzek.
    Dla człowieka honoru jest objaw skrajnej desperacji.
    Prawdę powiedziawszy, odbieram te słowa oburzenia na mój podziw wobec profesora Markowskiego, i słowa dezaprobaty dla niego samego – jako swego rodzaju hipokryzję z Państwa strony.
    Być może w Państwa kręgach nazywanie ludzi agentami, TW czy oficerami bezpieki, bez podstaw, na podstawie plotek czy politycznych insynuacji jest w dobym tonie, w moich – nie.
    Nawet tutaj w blogu, nie reagujecie Państwo na potwarze, naruszanie godności, czasem wręcz chamskie zachowanie, m. in. wobec gospodarza bloga.
    Mnie nie interesuje, jakie sobie wystawiam świadectwo w Państwa oczach wyrażając zadowolenie, że prof. Markowski spoliczkował publicznie Antoniego Liberę w określonej sytuacji, za określone słowa.
    Państwa oburza czyn prof. Markowskiego, mnie – słowa Antoniego Libery pod adresem prof. Markowskiego. Jego reakcja jest dla mnie zrozumiała.
    I tym się zasadniczo różnimy.

  23. kaneis napisał(a):

    Ciekawe. W sprawie Makowski-Libera mamy 2 posty antagonistów: Kaski i Narciarza2 obok siebie i oba z podobnym zupełnie chybionym porównaniem. Zabarwionym emocjami i poglądami politycznymi autorów.
    Kaska: z gimnazjalistą gwalcicielem, którego zaloty zostaly odrzucone. Pomijajac oczywistą niestosowność porównania – faktem jest tu długotrwałe, eskalowane przesladowanie zabarwione zimnym sadyzmem. I to w grupie prześladowców.
    Narciaz2: z poslem Zawiszą i Wszechpolakami. Tu znowu mamy na zimno zaplanowane działania metodami rodem z ZMPowskich nalotów z pałowaniem na spotkania w mieszkaniach opozycji antykomunistycznej. I te metody agresorzy uważają za całkowicie uprawnione.
    W obu porówaniach brakuje 3 oczywistych elementów obecnych w sprawie Markowski-Libera:
    – bezpośredniej osobistej urazy, „ujmy na honorze”,
    – impulsywnej, emocjonalnej reakcji, bez większej zwłoki,
    – działania w pojedynkę, nie w grupie. I jakby nie oceniać, mającego cechy honorowego i odważnego wystąpienia, ze zgodą na konsekwencje, także prawne.
    (Co nie znaczy, że ja tak pojmuję honor, ale odwagę tak.)

    Wnioskuję stąd, ze oboje autorzy postów zbyt usilnie szukali argumentow dla poparcia swojej tezy, a raczej swojej emocjonalnej reakcji na zdarzenie.
    I nadal nie posuwamy się ku jakiejś prawdzie, ku zrozumieniu stron konfliktu. Trwonimy czas i kliknięcia w klawiaturę.

  24. Zofia napisał(a):

    Ja także nie pochwalam rękoczynów, ale ongiś rzucało się rękawicą w twarz.
    Czasami bywa sytuacja, że taki publicznie dany policzek ma swoje znaczenie.
    I właśnie to taki przypadek.
    Na histerię nie ma innego sposobu.
    Ubolewam, że moi Przedmówcy nie rozumieją pewnych niuansów.
    Co innego brutalne pobicie, walniecie pięścią w nos, załatwianie konfliktów międzyludzkich kopniakami i pięściami, a co innego – taki właśnie policzek.
    Dla człowieka honoru jest objaw skrajnej desperacji.
    Prawdę powiedziawszy, odbieram te słowa oburzenia na mój podziw wobec profesora Markowskiego, i słowa dezaprobaty dla niego samego – jako swego rodzaju hipokryzję z Państwa strony.
    Być może w Państwa kręgach nazywanie ludzi agentami, TW czy oficerami bezpieki, bez podstaw, na kanwie plotek, dziennikarskich czy politycznych insynuacji jest w dobrym tonie, w moich – nie.
    Jest to dla nas – zachowanie skandaliczne i nie tolerowane.
    Nawet tutaj w blogu, nie reagujecie Państwo na potwarze, naruszanie godności, czasem wręcz chamskie zachowanie, m. in. wobec gospodarza bloga.
    Mnie nie interesuje, jakie sobie wystawiam świadectwo w Państwa oczach wyrażając zadowolenie, że prof. Markowski spoliczkował publicznie Antoniego Liberę w określonej sytuacji, za określone słowa.
    Jest mi ono najzupełniej obojętne.
    Państwa oburza czyn prof. Markowskiego, mnie – słowa Antoniego Libery pod adresem prof. Markowskiego i jego małżonki. Jego reakcja jest dla mnie zrozumiała.
    I tym się zasadniczo różnimy.
    Dla Państwa szkalujący pisarz jest O’K? A obrażony przez niego i wymierzający mu policzek Profesor – zachowuje się nie dopuszczalnie?
    Zaiste, dziwna to postawa życiowa: stawać po stronie kata, a nie jego ofiary…

  25. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Pani Zofio, w m o i c h kregach, tj. tak mniej wiecej za Atlantykiem, kazde uderzenie traktowane jest jako barbarzynstwo, a w najlepszym wypadku niekontrolowany atawizm. (Przy atakach histerycznych lagodnym tonem zaleca sie glebokie oddechy – do skutku).

    Tez wydawalo mi sie to kiedys przesada, ale z czasem i ja przejelam te kulturowe wzory. Nie od razu. Po glebokich namyslach, wielu dyskusjach i doksztalceniu sie w tzw temacie.

    Owszem, jest zwiazek pomiedzy zachowaniem pana redaktora i chlopcami z Gdanska: to stosowanie golej, fizycznej przemocy. I, pani wybaczy predzej zrozumiem ja u rozpieranych buzujacymi hormonami nastolatkow ( zwlaszcza,ze spolecznosc, w ktorej sie wychowuja praktuje – jak widac – spory relatywizm wobec naruszania czyjejs cielesnosci) niz u oczytanego, wyksztalconego erudyty, ktorym kazdy publicysta powinien byc. i

    Bic nie wolno. Koniec, kropka. Okolicznosci incydentu oczywiscie, lagodza surowosc jego oceny, ale nie przekreslaja z a s a d y: BIC NIE WOLNO.
    Tylko prosze mi tu nie mowic, ze pania kieruje etyka protestancka, a mna katolicka – ok?

    Kaska

  26. Bekas napisał(a):

    Panie Jeffa. (Torlinie)
    Nie zabrzmi to elegancko, ale ja o Włoszczowie (nie Włoszczowej – za link dziękuję) pisałem dla jaj. I już.

  27. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    >>>”Wygląda mi z tego, żeś, Bekasie, bardzo pochopny w sądach. Do twojej wiadomości: mam czterdzieści osiem lat.”
    Nie dostrzegłeś tu ironii, trudno. Nie jest to karane. Ja mam „ledwie” 36.
    >>>”Znam osobiście dwie pary, z których każda żyje razem od dwudziestu kilku lat i ma prawie dorosłe dzieci, a nie ma nawet ślubu cywilnego. To twoim zdaniem dwóch gachów i dwie kochanice, tak?”
    Tacy się u nas, w Polsce, nazywają: konkubent i konkubina:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Konkubent
    albo: kochanek, kochanka:
    http://portalwiedzy.onet.pl/polszczyzna.html?qs=kochanka&tr=pol-pol
    http://portalwiedzy.onet......2&y=5
    >>>”Życie jest bogatsze i bardziej skomplikowane niż to się prrrrawwicowym konserwatystom wydaje.”
    Życie jest prostsze niż się to nieprrrawicowym niekonserwatystom wydaje.

  28. torlin napisał(a):

    Ja też oglądałem Żakowskiego. Profesor spytał się pisarza, czy uważa go za agenta, a ten prosto w twarz mu powiedział, że nie uważa go za agenta, a za oficera prowadzącego agenta. I profesor nie wytrzymał.
    A wynika to z tego, że teraz bezkarnie można rzucić każde oskarżenie w twarz. I nie ponosi się żadnych konsekwencji.

  29. Alfred napisał(a):

    Panie Waldemarze,w Brzeku/tym koło Okocima/, radna Rady Gminy lub Powiatu,dokładnie nie wiem,znam nazwisko.Wnioskowała o lustrację Mickiewicza i Kościuszkę , bo takie tu są ulice.Niechciałem wierzyc ,ale to podobno jest prawda.

  30. Paweł Luboński napisał(a):

    Bekasie:
    „Tacy się u nas, w Polsce, nazywają: konkubent i konkubina albo kochanek i kochanka”.
    Nie wiem, jak jest u was w Polsce. Ja też jestem w Polsce, a nie zauważyłem, żeby ktoś mówił np.: zaprosiłem na wieczór konkubenctwo Wiśniewskich. A nazywanie kochankami ludzi żyjących w zgodnym stadle od dziesięcioleci brzmi śmiesznie.

  31. Paweł Luboński napisał(a):

    Pani Katarzyno,
    Nie ośmielę się oceniać konkretnego przypadku z Markowskim, nie znając dokładnych okoliczności tego zajścia. Ale Pani kategoryczne BIĆ NIE WOLNO pachnie dogmatyzmem. Implikuje to, że obrażanie słowne czy znęcanie się psychiczne jest wprawdzie rzeczą brzydką, ale jakoś dopuszczalną, w przeciwieństwie do rękoczynów. Ja jednak preferuję etykę sytuacyjną. Zdarza się, że danie w mordę jest nakazem chwili.
    Pozwolę sobie na dygresję. Ten spór przypomina mi dyskusje na temat: bić czy nie bić dzieci. Znaczna część dyskutantów (z obu stron) rozpatruje ten problem w oderwaniu od kontekstu kulturowego i konkretnej sytuacji rodzinnej, usiłując sformułować jednoznaczny, uniwersalny nakaz lub zakaz. Mówi się np. o koszmarnych psychologicznych skutkach bicia. A przecież kary cielesne były rutynowo stosowane od początku świata i jakoś ludzkość nie skończyła na kanapce u psychoanalityka i udało się przez te wszystkie stulecia wychować trochę porządnych ludzi.
    Dla porządku dodam, że sam bity nie byłem i swojego dziecka też nigdy nie uderzyłem.

  32. Bekas napisał(a):

    Pawle.
    Nie wiem, czy Ty to na poważnie, czy tak dla żartów. Oficjalnie nikt tak „państwa Wiśniewskich” nie nazwie, ale poza ich plecami tak ludzie mówią. Może nie wszyscy, bo przyjaciele „Wiśniewskich” będą ich nazywać inaczej, ale nie zmienia to faktu, że tak się po polsku niesakramentalne związki nazywa. I nie ma się co na to boczyć i obrażać.

  33. Zofia napisał(a):

    Pani Katarzyno,
    owszem bić nie wolno, ale dać w policzek w określonej sytuacji – nawet wypada.
    I nie tu nic do rzeczy traktowanie starcia Pisarza z Profesorem w kontekście etyk religijnych, czy to protestanckiej, czy to katolickiej.
    A już tym bardziej usprawiedliwianie bijatyk rozwydrzonej młodzieży i porównywaniem ich z obrażanym publicznie Profesorem.
    Mam nadzieję, ze jednak widzi Pani w tym różnicę.

  34. Paweł Luboński napisał(a):

    Bekasie,
    Kto się boczy? Przecież dyskusja zaczęła się od tego, że Ty zaprotestowałeś przeciwko używaniu takich słów jak „partnerzy” czy „związek”, widząc w tym chęć: „rozmycia pojęć, zmiękczenia i zniszczenia Rodziny, Chrześcijaństwa, Tradycji”. Nazywaj sobie niesakramentalne związki, jak chcesz, ale pozwól, bym ja też je nazywał po swojemu, nie miotając od razu tak ciężkimi oskarżeniami.

  35. Bekas napisał(a):

    Odpowiednio Wartościowy Pawle.
    Jesteś w posiadaniu nietrafaiających do środka opinii o słowach. Stosunki par partnerskich wszelakich zostały już w naszej mowie stosownie objaśnione i potrzeba oglądania się za „nowymi” hasłami je objaśniającymi nie jest potrzebna.

  36. Paweł Luboński napisał(a):

    Oj, Bekasie, Bekasie,
    Widzę, że strasznie ci zależy, aby ludzi, którzy żyją niezgodnie z twoimi wyobrażeniami, piętnować choćby odpowiednim słownictwem, skoro już nie wolno ci ich zanurzyć w smole i wytarzać w pierzu. Bóg z tobą…
    Natomiast co to znaczy: „Jesteś w posiadaniu nietrafiających do środka opinii o słowach” – dalipan nie rozumiem. Widocznie mam za małą wiedzę o języku polskim. Czy chciałeś powiedzieć, że cię nie przekonałem? Nie śmiałem nawet o tym marzyć.

  37. Zofia napisał(a):

    Bekas i Pawle,
    pozwólcie, zę się wtrącę, ale generalizowanie nie jest chyba tutaj najszczęśliwszą metodą opisywania zjawiska związków nieformalnych.
    Ich określanie zależy od środowiska, światopoglądów, rejonu Polski czy świata, wielkości miasta czy wsi i mnóstwa innych czynników.
    Odnoszę wrażenie, że mało kto obecnie wnika na jakich zasadach funkcjonuje w związku dwoje ludzi. W gronie znajomej mi młodzieży akademickiej – mówi się imionami Jacek z Anią, Tomek i Malwina. Sami o sobie mówią – mój chłopak, moja dziewczyna. Najczęściej mieszkają samodzielnie i razem.
    Związki z dziećmi, które znam także są określane imionami, a nie państwo Kowalscy czy Nowakowie. Ewentualnie – przyjdzie Anka Kowalska z Jackiem, wpadniemy do Anka i Jacka. Posiadanie różnych nazwisk nie budzi żadnych komentarzy.
    Nikt nikogo nie przedstawia – to jest Anka moja partnerka, kochanka czy jak tu padło już – zdzira. ale po prostu – Anka, czasem dodaje się – mieszkamy razem.
    W moim odczuciu, rodzina nie musi być akurat związkiem formalnie zarejestrowanym. To zależy wyłącznie od dwojga osób, jak one swój związek traktują i w jakim stopniu czują się za niego odpowiedzialni, w tym także za wspólne dzieci.
    Żaden sakrament, ślub kościelny, żadna umowa cywilno-prawna zawarta przed urzędnikiem państwowym tego nie zastąpi.

  38. Bekas napisał(a):

    Się mylisz, Pawle – tyle to znaczy.
    I widzisz. Sam się przekonałeś, jak to jest używać dowolnych słów, a nie tych, co trzeba.

  39. Bekas napisał(a):

    Pani Zofio.
    Mnie chodziło o to, że słowa mają SWOJE ZNACZENIE. I należy ich używać zgodnie z tym znaczeniem. Tyle.

  40. Mawar napisał(a):

    Na tym blogu dobrze widać jak powstają „fakty”, a mówiąc po ludzku jak tworzy się kłmstewka udające szczeerą prawdę. Libera nie nazwał Markowskiego agentem, jak wiekszość tu powtarza, tylko „oficerem prowadzącym” swoją żonę. Pomijając, że to całkiem zgrabną metafora opisująca konfliktową sytuację między tymi panami, to także kolosalna różnica. Oficer prowadzący wcale nie musi byc z naszej przaśnej SB, ale na przykład z MI5 czy CIA.

  41. Zofia napisał(a):

    Mawar,
    sorry, ale prof. Markowski inaczej skomentował tę sprawę, słuchałam osobiście jego wypowiedzi na ten temat.
    Antoni Libera nie przyjął zaproszenia do rozmowy na ten temat, zatem pozostaje mi wierzyć i prof. Markowskiemu i tym, którzy to zajście widzieli na własne.
    Prof. Markowski osobiście dementował to co napisał na ten temat „Dziennik”. Nie mam powodów, by mu nie wierzyć.
    Twoje wywody są dość pokrętne.
    Nie wiem po kim je powtarzasz, ale w Polsce, tu i teraz, określenie „oficer prowadzący” ma jednoznaczne określenie, pejoratywne i związane z tajnymi służbami anciene regime.
    To nie blogowicze tworzą zgoła nie prawdziwe fakty, ale różnie je interpretują bohaterowie zdarzenia wyżej opisywanego zdarzenie.
    Moja opinia pozostaje w tej materii niezmienna.

  42. narciarz2 napisał(a):

    Pani Zofia napisala: „owszem bić nie wolno, ale dać w policzek w określonej sytuacji – nawet wypada.”

    Bieda polega na tym, ze „okreslona sytuacje” definiuje uderzajacy. Na przyklad, „okreslona sytuacja” moze polegac na tym, ze pisarz nazwie profesora oficerem. Inna „okreslona sytuacja” moze polegac na tym, ze jakis czlowiek zobaczy innego czlowieka z broda ubranego na czarno i w kapeluszu. (Przypominam, ze to sie naprawde wydarzylo.)

    A jeszcze inna „okreslona sytuacja” moze polegac na tym, ze jakis czlowiek uwazajacy PO za zdrajcow zobaczy pania o imieniu Zofia ze znaczkiem popierajacym PO.

    Ja nie chcialbym zyc w kraju, w ktorym pani Zofia definiuje, co jest a co nie jest dopuszczalna „okreslona sytuacja”, w ktorym wolno stosowac przemoc fizyczna. I dlatego uwazam, ze popierajac przemoc, pani Zofia wystawila sobie fatalne swiadectwo.

    Raz wypuszczonego demona nie mozna zagnac z powrotem do butelki. I dlatego bic nie wolno, nigdy i w zadnej sytuacji.

  43. narciarz2 napisał(a):

    Do wszystkich:
    nie chce dyskutowac dopuszczalnosci bicia w twarz, poniewaz sama taka dyskusja uwlacza mojej godnosci. Jesli idzie o profesora UJ, to oprocz sprawy sadowej spodziewalbym sie takze reakcji wladz akademickich, poniewaz profesor jest wychowawca mlodziezy i swojego czynu dokonal publicznie. Sam jestem czlonkiem spolecznosci akademickiej. Gdyby cos takiego zrobil pracownik University of Rochester, to domagalbym sie reakcji ze strony mojego uniwersytetu. Jezeli UJ nie wyciagnie podobnych wnioskow wobec swojego profesora, to wyrzadzi tym krzywde swojej wlasnej spolecznosci akademickiej.

    Z powyzszego nie wynika, ze pochwalam akty werbalnej agresji czy tez obrazy wobec profesora. Jednakze, pracownik naukowy i wykladowca powinien byc zwyczajny rozmaitych cywilizowanych sposobow okazywania swojej dezabrobaty w sytuacji publicznej dyskusji. Profesor mogl wyrazic dezaprobate, po czym demonstarcyjnie wyjsc. Takie zachowanie odpowiadaloby godnosci czlonka spolecznosci akademickiej. Natomiast akt publicznej fizycznej agresji wobec kogokolwiek jest ponizej godnosci osoby mieniacej sie profesorem.

    Na tym chce zamknac swoj udzial w tej dyskusji.

  44. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Panie Pawle, jezeli potepiamy znecanie sie psychiczne, to tym bardziej musimy byc nieustepliwi wobec przemocy latwiejszej do zauwazenia. Tu nie moze byc okolicznosci, ktore prowadza do zachwycania sie i zachecania do praktykowania takich postaw.

    Jest istotna roznica pomiedzy zrozumieniem okolicznosci utraty panowania nas soba, a popieraniem czy propagowaniem fizycznych metod dawania uldze gniewowi.

    Prawo np. bierze pod uwage okolicznosci, kiedy zbrodnia dokonana zostala w tzw. afekcie, ale nawet wtedy stosuje kare.

    Dogmatyczne? Niech bedzie.

    Akurat mowimy o czlowieku zwiazanym z TP. Bronia go takze, m.in., inni ludzie z tych kregow. Pani Zofiia wrecz mowi, ze „nawet wypada” uderzyc kogos w policzek ( w okreslonych okolicznosciach, rzecz jasna!).

    Nie widzialam nagran, ani zdjec, kiedy Nauczyciel wyglaszal swoje znana lekcje o uderzaniu w policzek. Moze zrobil przy tym oko, a szczegonie wtajemniczony w Jego Nauke TP posiada takie zdjecia.

    Ja, poki co, pozwole sobie traktowac te Nauke doslownie, przynajmniej na poziomie praktycznych rekoczynow.

    I na tym skoncze, bo mnie, podobnie jak narciarzowi, rozmowa ta zaczyna tracic absurdem.

    Kaska

  45. Katarzyna Makowska napisał(a):

    Pani Zofio, dla odmiany, popre pania – w stanowisku wobec zwiazkow niesformalizowanych.

    Istota zwiazku jest wzajemna milosc, szacunek, wspolna praca nad osiaganiem tych samych celow.

    Pieczatka urzednika, badz ceremonial w swiatyni nie sa gwarantem, ze zwiazek bedzie „lepszy” od nieopieczatkowanego”. Ceremonial to tylko ceremonial – w tym czasie nie maja miejsca jakies czary-mary w niebie, ktore zmieniaja ludzi w aniolow. Jezeli ktos c h c e, i z jakichs powodow uwaza, ze jemu osobiscie ten ceremonial jest potrzebny – so be it. Nie czuje sie powolana do oceny, a tym bardziej wartosciowania takich potrzeb. Jak rowniez tych, ktore decyduja, ze ludzie nie formalizuja swoich zwiazkow. Jednym i drugim zycze jak najlepiej i mam takie same oczekiwania.

    To prawda, ze zwiazki sformalizowane wykazuja wyzsza statystycznie tendencje stalosci, a nawet jakosci, ale formalizacja absolutnie nie przesadza, ze zwiazek sie nie rozpadnie, badz – jego jakosc nie ulegnie deterioracji.

    Kaska

  46. narciarz2 napisał(a):

    W sprawie zwiazkow, pozwole sobie poprzec moich antagonistow, pania Zofie i Kaske. Sam zylem w zwiazku niesformalizowanym przez kilka lat, po czym zdecydowalismy sie ten zwiazek sformalizowac w sensie prawnym. Natomiast nie religijnym, poniewaz oboje z zona nie praktykujemy religii. Byc moze z punktu widzenia niektorych dyskutantow ten zwiazek nadal jest nieformalny. Dla nas nie ma to znaczenia.

    Dla porzadku chcialbym tez zaznaczyc, ze w pelni popieram dazenie osob o orientacji homoseksualnej do legalizacji ich zwiazkow w sensie zarowno prawnym, jak tez religijnym, jesli takie jest ich zyczenie. Mnie samego ta sprawa nie dotyczy, ale nie widze powodu do ograniczania praw innych ludzi do przywilejow i obowiazkow, z ktorych sam korzystam.

  47. Zofia napisał(a):

    Narciarzu, Katarzyno
    Pragnę podkreślić, ze nigdy nie występuję w imieniu narodu, społeczeństwa czy Polaków – ale zawsze i wyłącznie – swoim własnym.
    Dlatego też nie definiuje „określonej sytuacji”, w imieniu wszystkich.
    To dla mnie, w mojej opinii i w moim kodeksie postępowania interpersonalnego, dopuszczam sytuację, w której wymierzenie komuś policzka, być może, będzie optymalna reakcją.
    Zachowanie Profesora, wg moich kryteriów, aczkolwiek nie jest akurat działaniem do upowszechnia w każdej sytuacji, w tamtym momencie było zrozumiałe.
    Poza tym oboje Państwo zdają się zapominać o jednym – a napisałam wyraźnie – że ten profesorski policzek był sygnałem, symptomem, że granice przyzwoitości w naszym kraju zostały przekroczone. , ze bezkarnie można obrzucać epitetami publicznie i że znalazł się, jak napisałam „100% chłop”, który wkurzony w końcu, mówiąc trywialnie – dał w mordę, za przekraczanie owych grac przyzwoitości.
    Drogi Panie Narciarzu, trudno, jakoś to przeżyję, iż w Pana oczch mam fatalny wizerunek, ale nadal nie widzę nic zdrożnego, w tym, że Profesor dał w pysk chamskiemu Pisarzowi.
    W moich oczach jego profesorki wizerunek w niczym nie ucierpiał, nadal będę chętnie czytać to co napisze w Tygodniku Powszechnym.

  48. Guma123 napisał(a):

    Prezydent o emigrantach:

    http://wiadomosci.onet.pl.....,item.html

    Słowa prawdy?

  49. Lu Tzy napisał(a):

    Pisze to ze zdrowym, ponad miesiecznym opoznieniem, ale coz….
    Uciesza sie uczniowie. Trza bedzie Mickiewicza przetrzebic w szkolnym programie – no bo jakze to mozna czysto i wylacznie katolickie=polskie swieto nazwac plugawym slowem Dziady?

    Jego Eminencji Ministrowi (czyzby)edukacji raczuchna nie zadrzy przy podpisywaniu ukazu. Wszak wiadomo, ze Adam M. nieczystego byl pochodzenia.

  50. Lu Tzy napisał(a):

    Pisze to ze zdrowym, ponad miesiecznym opoznieniem, ale coz….
    Uciesza sie uczniowie. Trza bedzie Mickiewicza przetrzebic w szkolnym programie – no bo jakze to mozna czysto i wylacznie katolickie=polskie swieto nazwac plugawym slowem Dziady?
    Jego Eminencji Ministrowi (czyzby)edukacji raczuchna nie zadrzy przy podpisywaniu ukazu. Wszak wiadomo, ze Adam M. nieczystego byl pochodzenia.

Skomentuj