Jestem z Układu


Na żurawią polanę!

LICZNIK PREZYDENCKI
Do końca kadencji “Prezydenta Swojego Brata”
zostało 548 dni (już poniżej dwu lat).

Zapraszam Państwa na polanę, gdzie żurawi stado śpiewających o świcie i o zmierzchu swoją żurawią pieśń. Mam na mojej wsi kilka takich polan wokół. Jeszcze nie słyszałem słowika, ale już kukułkę i pięknie wyśpiewujące kosy a także liczne inne głosy. Z każdym dniem koncert ptasi coraz głośniejszy i coraz bardziej zróżnicowany. Brzmi lepiej jak trele polityczne, choć nie wybrzydzam za bardzo.

128 komentarzy to “Na żurawią polanę!”

  1. Ewa-Joanna napisał(a):

    Hej Snarski,
    ale linka dales dobrego, tego nie czytalam!
    Dla mnie korzysc jest :)

  2. Zofia napisał(a):

    Drogi panie Snarski,
    to konsekwencja wcześniejszej mojej wypowiedzi, związanej z stosunkiem Polaków do historią w szczegółowiej – do wyzwalanie Szczecina w drodze na Berlin przez Armię Czerwoną i WP. A w tym – do relacji polsko-rosyjskich w II wojnie światowej.
    Nie zbaczam z toru, ale daję przykład jak manipuluję sie historią i jakie to wygibusy się obecnie wyprawia.
    Posługuję się dokumentacją zawartą w zachodnich dokumentach – by nie być posądzana o ulegania rosyjskiej interpretacji tamtych dni.
    Jest to reakcja na określony temat zasygnalizowany w blogu, a wyzwalanie Szczecina jest tak samo w ciągu historii II wojny światowej,z udziałem Armii czerwonej i WP u jej boku, jak pomoc tej armii dla powstańców warszawskich.
    Mam zamiar na podstawie tych dokumentów także w podobnym skrócie pokazać jak wyglądała ta aliancka, amerykańska i brytyjska pomoc i kto komu tu pomagał i jak. Kto kogo zostawił na lodzie i dlaczego.
    II wojna światowa i powstanie – nie ma tylko jednego oglądu. Inaczej są widziane przez pryzmat dokumentacji aliantów, inaczej przez uczestników powstania, inaczej przez polskich historyków i kombatantów, inaczej przez zachodnich.
    Natomiast w polskiej polityce wobec tej historii jest za dużo mitów a za mało wiedzy o faktach. Buduje się nowe legendy, inne niszczy. A o faktach mówi się b. mało.
    Każda wypowiedz którą cytuje, każdy fakt o którym wspominam, ma swoje udokumentowanie, jak będzie trzeba podam nawet nr strony tych zebranych archiwalnych dokumentów MSZ USA i Wielkiej Brytanii.
    Ja ich nie komentuję, jak Pan zapewne zauważył, ja je jedynie podaję.
    Ciekawa jestem na ile te fakty mają odbicie np. w Muzeum Powstania Warszawskiego.
    Nigdy tam nie byłam, może mi Pan powie?

  3. Snarski napisał(a):

    Ewo-Joanno,

    Korzyść na tyle, że jeszcze raz zechcesz do KANAŁU zejść, razem z Glińskim, Janczarem czy Mikulskim? Albo w dyskusję się wdać z ‚niezłomnymi’, Ruskich za wszystko obwiniającymi? Jak powiedziałem, można i tak. A nawet (to juz ‚on the second thought’) może to być niezły temat na tym beztemaciu Gospodarzonym? Czego sie nie robi z nudow..

  4. Ewa-Joanna napisał(a):

    Snarski,
    ja to robie z ciekawosci, lubie wiedziec jak ludzie podchodza do pewnych tematow, lubie sluchac co maja do powiedzenia i na podstawie tego ksztaltuje swoje poglady, porownujac, patrzac krytycznie i odzierajac z legendy.
    W domu babci w najciezszych latach stalinowskich stalo popiersie Pilsudskiego a najgorszym „wyzwiskiem” bylo – ‚ty bolszewik!’, babcia bowiem „uczestniczyla” przez przypadek w Rewolucji Pazdziernikowej.
    Opowiesci sluchalam przy roznych okazjach, to nasluchalam sie rowniez o wejsciu wojsk radzieckich do Polski. I o okupacji jednej i drugiej. I o kampanii wrzesniowej od ojca tez sie nasluchalam.
    No, ciekawska jestem. Teraz sobie czytam rozne takie i porownuje z tym co nazbieralam przez lata. I dodaje wlasne doswiadczenia i wspomnienia.

  5. Snarski napisał(a):

    Droga Pani Zofio,
    Chyba jeszcze raz zmienię zdanie. Jeśli uda się pani COŚ NOWEGO odkryć – a w to nie wątpię, widząc pani zdolności w docieraniu do źródeł – to jak najbardziej ciągnąć te kontynuację powstaniową! (Kto to błysnał na blogu tą frazą?)

    W muzeum niestety nie byłem. Sądząc po nazwiskach figurujących w jego radach, nie sądzę, że za wiele nowego się tam dowiem. Ale pójdę jak tylko do Kraju kiedyś trafię.

    Ewo,

    tak naprawdę to mnie też to wszystko interesuje i to niepomiernie. Żeby tak jeszcze mógł człowiek trochę spokojniej kłamstwa i przekręty historyczne znosić..

  6. Ewa-Joanna napisał(a):

    No tak, z tym spokojem to troche nietego przy tych klamstwach jaki sie slyszy i to co gorsza juz utrwalone i powtarzana jako prawda. Tez podskakuje i brzydkie wyrazy mowie i staram sie prostowac, ale duzo tego i jednak te 20 lat indokrynacji jedynie sluszna postawa robi swoje.
    Rezultaty mizerne :(

  7. Zofia napisał(a):

    Pomoc Wlk. Brytanii i USA dla powstania cz. 2.
    Z dokumentach MSZ USA jest wzmianka o tym, ze Mikołajczyk miał obiecane od Amerykanów 10 mln USD pomocy militarnej, ale jak się okazało pod pewnymi warunkami, mianowicie, by działania zbrojne podziemnych organizacji bojowych w Polsce były ściśle koordynowane z działaniami Armii Czerwonej. Mikołajczyk w wielu wypowiedziach podkreślał, że angielskie władze polityczne i militarne były wcześniej informowane o planowanym wybuchu, ale jak się okazuje, żadnych szczegółowych informacji – nie otrzymały.
    4 dni przed powstaniem warszawskim:
    27 lipca 1944 – spotkanie ambasadora Raczyńskiego z ministrem Edenem (szef MSZ Wlk. Brytanii).
    Ambasador napisał, potem w swoim sprawozdaniu napisał „Przekazałem na prośbę Komendanta Armii Krajowej, co do poparcia zbrojnych działań w rejonie Warszawy przez Królewskie Siły Lotnicze. Eden obiecał pilne rozważenie tych postulatów, ale równocześnie powątpiewał, czy będą one mogły być spełnione z przyczyn technicznych”.
    3 dni przed powstaniem warszawskim:
    28 lipca 1944 amb. Raczyński otrzymuje pisemną informację, że rząd brytyjski nie będzie w stanie udzielić żadnej pomocy w przypadku powstania w Warszawie.
    O tym fakcie londyńskie władze nie informują kierownictwa powstania.
    Naczelny Wódz gen. Kazimierz Sosnkowski jest w tym czasie we Włoszech i nie ukrywa niepokoju i obaw, że rozmowy Mikołajczyka w Moskwie, na które pojechał – mogą doprowadzić do porozumienia z PKWN.
    Generał stwierdza niedwuznacznie, ze wówczas w wojsku nastąpiłby „kryzys nieobliczalny w skutkach, co najmniej w postaci wypowiedzenia posłuszeństwa zespołowi rządowemu, który by do takiego stanu doprowadziłby Polskę”.
    Reasumując:
    3 dni przed powstaniem
    · Premier rządu polskiego na emigracji w Moskwie i przed rozmowami ze Stalinem,
    · Wódz Naczelny – gen. Sosnkowski we Włoszech pełen obaw o te rozmowy,
    · Rząd w Londynie wie, że pomocy lotniczej dla warszawskiego powstania ze strony Brytyjczyków nie będzie.
    1 września 1944 – kierownictwo powstania decydując się na jego rozpoczęcie. Postanowiło zaskoczyć wszystkich, zarówno Rosjan jak i Niemców. Ale nie tylko. Pracowników polskiej misji wojskowej w Waszyngtonie – także.
    3 sierpnia 1944 – marszałek John Slessor, szef lotnictwa brytyjskiego w rejonie Morza Śródziemnego otrzymuje polecenie szefów sztabów natychmiastowego podjęcia zrzutów dla powstania warszawskiego – o ile jest to technicznie możliwe. Jego odpowiedź jest negatywna.
    sierpnia 1944 – wysyła jednak 14 samolotów, w tym jest 7 polskich załóg i 7 brytyjskich.
    Tylko 2-wóm polskim załogom udaje się dokonać zrzutów. Ponieważ 5 załóg brytyjskich z 7- miu wysłanych – nie wróciło, marszałek Slessor dalszych zakazał lotów. W tym postanowieniu poparł go jego zwierzchnik – marszałek Charles Portal.
    5 sierpnia 1944 – dopiero tego dnia z Londynu polecono polskiemu ambasadorowi w USA Janowi Ciechanowskiemu i szefowi misji wojskowej w Waszyngtonie Leonowi Mitkiewiczowi podjąć starania o pomoc ze strony Amerykanów dla powstania warszawskiego. Zwrócili się oni do gen. George’a Marshalla, który zastępował szefa sztabu wojsk lądowych.
    7sierpnia 1944 Amerykanie informują amb. Ciechaniowskiego o rozpatrywaniu prośby z „jak największą życzliwością”, jednak prośbę winien rozstrzygać anglo-amerykański sztab wojskowy, bowiem sprawy zaopatrywania polskiego ruchu oporu należy do działań Brytyjczyków. Oraz dodano, że „bez wiedzy i zgody sowieckiego naczelnego dowództwa są one zupełnie wykluczone”.
    Tego samego dnia marszałek brytyjskiego lotnictwa Charles Portal stwierdza, że „z licznych prób podejmowanych w ostatnich kilku dniach widać, że usiłują oni (tj. Polacy – przyp. red.) przerzucić na nas odpowiedzialność za niepowodzenia działań polskiej armii podziemnej, a jest ona wynikiem podjęcia przez nią przedwcześnie otwartej walki”
    8 sierpnia 1944 rozmowa wicepremiera Jana Kwapińskiego z ministrem Edenem (MSZ Wlk. Brytanii). Minister Eden stwierdza, że władze brytyjskie nie otrzymały „żadnych szczegółowych informacji przed wybuchem powstania” i nie składa żadnych wiążących obietnic wicepremierowi. Pada pytanie ze strony Brytyjczyków czy powstanie zostało skoordynowane z władzami radzieckimi, na co wicepremier odpowiada, że „przedwczesne byłoby mówić o „braku dobrej woli” ze strony ZSRR.
    8 sierpnia 1944 – szefowie sztabów Wlk. Brytanii i USA odrzucają kolejna prośbę gen. Sosnkowskiego o przyspieszenie zrzutów oraz wysłanie na pomoc powstańcom polskiej brygady spadochronowej.
    Marszałek Portal stwierdza wówczas, że ” jedynymi ludźmi zdolnymi fizycznie zapewnić osłonę lotniczą działaniom w Warszawie są Rosjanie”. Zgodzono się tylko na podjęcie lotów od 8 sierpnia przez polskie załogi lotnicze, które zgłoszą się na ochotnika. W nocy z 8/9 sierpnia dokonano 3 zrzutów nad Warszawą i Puszczą Kampinowską.
    Na wszelkie nalegania szefa polskiej misji wojskowej w Waszyngtonie – była odpowiedź Amerykanów, że sprawa większej ekspedycji lotniczej nad Warszawę z pomocą, jest rozpatrywana w „trybie przyspieszonym”.
    12 sierpnia 1944 ze względu na poprawę pogody (zakończyła się pełnia księżyca) marszałek Slessor zezwolił 6 załogom polskim i 5 brytyjskim polecieć nad Polskę. Wróciły bez strat, dokonano 7 zrzutów, 5 z nich trafiło do powstańców.
    Przez następne noce, do nocy 13/14 sierpnia polskie załogi obyły 17 lotów nad Warszawę, brytyjskie i południowoafrykańskie – 67. Ale dokonano tylko 20 zrzutów, z czego tylko 15 trafiło do powstańców. 10 z nich zrzucono ostatniej nocy. Straty były znaczne. Stracono 3 polskie załogi i 12 obcych.
    · 18 sierpnia 1944 – sztab brytyjski zapewnia, że „czyni się wszystko, co jest możliwe”.
    · Do końca sierpnia 1944 tylko 5 brytyjskich podjęło próbę, zresztą nieudaną, dotarcia do Warszawy. Polskie załogi latały 40 razy, 4 z nich nie wróciły do baz. Wszystkie loty – bezowocne. Nie dokonano ani jednego zrzutu. Warszawa nie otrzymala żadnej pomocy
    · 1 września 1944 marszałek Slessor całkowicie wstrzymuje loty nad Warszawę. Wprawdzie uchylił ten rozkaz trzy razy (10,11 i 21 września), ale i tym razem Warszawa nic nie dostała.
    · W sumie od 4 sierpnia do 21 września 1944 r. z baz włoskich 196 razy wystartowały w kierunku Warszawy zachodnie samoloty alianckie, dokonując na nią 42 zrzuty, z czego tylko 25 trafiło do rąk powstańców. Stracono – 16 polskich załóg i 22 nie polskie, zniszczeniu uległo 39 samolotów. Bezpośrednia pomoc brytyjska dla powstańców skoczyła się 15 sierpnia 1944 r. Potem Brytyjczycy ograniczyli się tylko do nakłaniania Amerykanów i Rosjan do pomocy powstańcom.
    14 sierpnia 1944 obrady brytyjskiego gabinetu wojennego, po jego zakończeniu przesłano na ręce amb. Raczyńskiego list, w którym powtórzono zarzut, że decyzja rozpoczęcia powstania została ”podjęta bez jakichkolwiek wcześniejszych konsultacji”. Odrzucono pomysł skierowania do Polski brytyjskiej misji wojskowej, jak i wysłania polskich oddziałów spadochronowych. W kwestii praw kombatanckich – podkreślono w liście, że wymaga ona wspólnego działania z ZSRR, nalegano też na potrzebę praktycznej współpracy z oddziałami radzieckimi, chociaż wskazywano na trudności w realizowaniu tego postulatu. „Konieczne jest jednak zrozumienie, że radzieckie działania w Polsce podporządkowane są ogólnej strategii, która niewątpliwie uniemożliwia siłom radzieckim improwizowanie natychmiastowych działań w sąsiedztwie Warszawy przy współdziałaniu z polskim powstaniem, o którym ani oni, ani rząd brytyjski nie zostali poinformowani wcześniej”.
    I tu zaczyna się kolejny problem.
    Moskwa została przez Warszawę nie tylko – nie poinformowana wcześniej o wybuchu powstania – ale też skierowano wobec Rosjan ostrą kampanie propagandową, wymierzone we władze ZSRR, a pośrednio w premiera Mikołajczyka, który od 5 sierpnia 1944 r. usiłował przekonać Stalina o konieczności pomocy powstańcom.
    Takie zachowanie Warszawy wpływało na Moskwę negatywnie i utwierdzało ją w przekonaniu, co do politycznego charakteru decyzji o podjęciu walk o Warszawę. Rozważane podczas Mikołaczyka w Moskwie plany pomocy ze strony ZSRR – legły w gruzach.
    12 sierpnia 1944 – oświadczenie agencji TASS, w którym obarczono całkowitą i wyłączną odpowiedzialnością za powstanie „polskie koła emigracyjne w Londynie”.
    Najbliższe tygodnie przyniosły usztywnienie stanowisk, co miała swoje znaczenie w klimacie rozpoczynających się dyplomatycznych, nieoficjalnych na razie rozmów anglo-amerykańskich ze stroną radziecką dot. zgody na wykorzystanie lotnisk radzieckich przez samoloty USA, mającym nieść pomoc powstańcom.
    Także Churchill w tym czasie odnosił się raczej negatywnie do próśb o pomoc powstaniu ze strony Mikołajczyka.
    O działaniach wobec Moskwy po 14 sierpnia 1944 r. – w kolejnym odcinku.

  8. Torlin napisał(a):

    Zosiu!
    Ja mam taką cichą prośbę do Ciebie, daj już spokój. To nie wszystkich interesuje, a pisanie tak długich elaboratów zniechęca do czytania. Kto przeczytał obydwa odcinki?
    Przecież to wszystko można podsumować w dwóch zdaniach:
    !. Polacy wywołali sami powstanie niezawiadamiając o tym ani Zachodu ani Rosji, chcąc nie tylko wyzwolić się od Niemców, ale postawić Armię Czerwoną przed faktem dokonanym, czyli spotkaniem polskiej administracji na terenach już wyzwolonych.
    2. Zachód zaskoczony – nawet gdyby chciał – nie miał technicznych możliwości przyjścia z pomocą, a Rosjanie nie dali się postawić pod ścianą i nie pozwolili lądować zachodnim samolotom na rosyjskich lotniskach.
    Ale można złośliwie dodać – butom amerykańskim pozwolono lądować.

  9. Indoor napisał(a):

    Tak. Pamiętam jak reperowałem kanalizację miejską w Warszawie. Jest ciemno i śmierdzi jak cholera. Szczególnie koło ZOO.

  10. Bars napisał(a):

    Drogi Głosie,
    To wspaniały wiersz i doskonała charakterystyka Whitmana, a właściwie świetny, w niewielu, ale za to znaczących słowach zawarty kondensat wszystkiego co Whitmana dotyczy : tego jak rozumiał życie, widział świat, co czuł i jak o zależnej od natury i w niej zatopionej kondycji ludzkiej myślał i pisał ten poeta. Bo to co on tworzył rzeczywiście było pieśnią i to pieśnią sławiącą życie. Brak mi słów. Jestem głęboko poruszona doskonałością wiersza Robinsona, ale także dokonanym przy tej okazji odkryciem. Często pomiędzy wersami twoich postów pobrzmiewało mi coś dobrze znanego, ale na tyle ulotnego, że z niczym tego nie kojarzyłam, chociaż przynajmniej raz wyraźnie napisałam o moich wrażeniach : szklanka czystej, zimnej wody… Czy Ty często czytujesz Whitmana ? Bo czasami odnoszę wrażenie, że nim „mówisz”… Pewnie dlatego tak dobrze się rozumiemy.

  11. Indoor napisał(a):

    PAP:” Liczba osób, które zmarły w wyniku infekcji, cały czas rośnie.” Przecież maleć nie może. Musieliby przynajmniej niektóre osoby ponownie ożyć. Ale brzmi groźnie. To tak przy okazji sposobów manipulacji informacjami, gdy zdanie, które nie zawiera żądnej informacji, przedstawia się jako dowód czegoś, co należy udowodnić lub uprawdopodobnić.

  12. Ewa-Joanna napisał(a):

    Torlin,
    ja czytam :)

  13. głos zwykły napisał(a):

    Droga Bars,
    …..Nie czytuje za często Walta Whitmana (choć mam jego tomik poezji zdaje się: leaves of grass :), dlatego że drażnią mnie jego homoseksualne nuty (naprawdę nie przepadam za ciotami i ich wyobraźnią), ale wiersz Robinsona jest dobry jako taki.
    …..Zacytowałem go bo głęboko nie zgadzam się z poglądem Pana Waldemara Kuczyńskiego na temat sposobu prezentowania gawiedzi polityki.
    Czyż właśnie demokracja nie powinna wyrażać się szlachetnym, logicznym i konkretnym językiem, właśnie takim którego ślad pozostanie na marmurach. Jeśli tego języka nie ma, to ja nie mam wiary w „demokratę”.

  14. Torlin napisał(a):

    Aaaaa, E-J, to zupełnie coś innego. Jak pisze Wachmistrz w swoim blogu, jeżeli chociaż jeden internauta czyta, warto pisać. Zosiu – pisz trzecią część, ja milknę :D

  15. Paweł napisał(a):

    Odnośnie LICZNIK PREZYDENCKI:
    Pomiędzy 17 a 25 kwietnia jest 8 dni a licznik zmalał o 10.
    I tak jednak mamy już na liczniku PONIŻEJ PÓŁTORA ROKU.

  16. miner napisał(a):

    Chyba tego tu nie wklejałem:
    http://www.rp.pl/artykul/.....94787.html
    .
    Mistewicz stara się opisać współczesną medialno-polityczną rzeczywistość. To chyba pasuje do rozmowy o demokracji, gawiedzi i stwierdzenia:
    „Świat zlozony głównie z waznych informacji byłby nie do zniesienia. Te małpki i inne rzeczy to przecież kolor polityki. Polacy to kochają i co wieczór miliony z nich zasiadaja przed ekranami mając w d… ważne informacje. Czekają kto kogo dzis obsobaczy i co mu wyciągnie.”

  17. Ewa-Joanna napisał(a):

    I Miner, ow Mistewicz niestety ma racje, choc trudno sie z tym pogodzic.

  18. maciek.g napisał(a):

    dark side
    odpowiadam

    Ad 1 Nie pisałem o pracy więźniów , ale o odpracowywaniu wyroków , czyli tam gdzie sąd zgodził się by zamiast delikwent iść do więzienia odpracował tyle , a tyle godzin przy robotach publicznych , dotyczyło to też zamiany kar pieniężnych na odpracowywanie itp. Prace te zwykle organizowały gminy i delikwenci byli powiadamiani pocztą o niej. Wielu narkomanów wchodzi w kolizje z prawem, wyłudza przejazdy komunikacją, kradnie, wpada w kolizję z operatorami telefoni itd., Wiem że wielu z nich prace takie wykonywało. Były to najczęściej prace przy oczyszczaniu miasta, zieleni , jakieś oczyszczania terenu po rozbiórkach, sadzenie drzew i krzewów, usuwanie śmieci z lasów itp.
    Nie sprawdzałem statystyki , ale wiem że zatrudniano wiele tysięcy osób rocznie. Nic nie czytałem na temat kosztów i opłacalności tych prac, ale poszukam i jak coś znajdę to napiszę

    Ad2 Ludzi którzy nie chcą podjąć pracy, obecne urzędy zatrudnienia też nie wspomagają finansowo (tylko pół roku po stracie pracy przysługuje zasiłek dla bezrobotnego), natomiast ludzie ci często wyłudzają świadczenia zdrowotne, a to poważne obciążenie dla pracujących. Nie chcący pracować, gdy ma taka możliwość , sam na własne życzenie decydował by się na utratę świadczeń ubezpieczenia zdrowotnego i problemy związane z brakiem pieniędzy (bo pracuje się zwykle po to by zarabiać). Odnośnie nałogów to właśnie dolegliwości z nimi związane najczęściej zmuszają tych ludzi do szukania pomocy i leczenia się. Dlatego muszą byś inne organizacje i sposoby niesienia im pomocy, ale wtedy gdy o tę pomoc się zwrócą , bo jak wykazała praktyka leczenie przymusowe efektów nie daje.. I tak dla osób uzależnionych Państwo powinno wspomagać ośrodki rehabilitacji i koszty leczenia związane z leczeniem osób uzależnionych oraz inne działania łagodzące i zmniejszające dolegliwości społeczne które mogą wynikać z działania tych osób (np. finansowanie programów metadonowych i podobnych)
    Ad3 A jak załatwiają ważne sprawy ludzie pracujący gdy trzeba załatwić ważną sprawę w urzędzie? Sprawa prosta jadąc na spotkanie w sprawie pracy informują o tym swego kierownika i przywożą ze spotkania potwierdzenie tego faktu. Na podstawie potwierdzenia nieobecność uznaje się za usprawiedliwioną. Wysyłanie ofert i wiele innych działań związanych z szukaniem pracy można robić w czasie wolnym od pracy. Obecnie są telefony komórkowe znakomicie ułatwiające kontakty z oferentami. W pracach na rzecz społeczną można by oczywiście uzyskiwać urlopy płatne /jak i bezpłatne/ na różnego rodzaju działania związane z poszukiwaniem pracy. Można by też wykorzystywać urlop, który jak w każdej pracy by przysługiwał i można by było tu zarządzić, że można go by było brać kiedy się zechce i ile się chce / oczywiście do wykorzystania przysługującego limitu/ Jest to pewnym utrudnieniem, ale przecież człowiek pracujący który chce znaleźć sobie lepszą robotę musi jakoś to sobie zorganizować i jak chce to sobie organizuje.
    Dlatego też oferta ta była by nie tylko dla jak napisałaś „ tylko dla pewnej grupy bezrobotnych, dosc scisle okreslonej:np. ludzi, ktorzy chca pracowac”, ale dla wszystkich bezrobotnych. Wspomaganie bowiem rodzin z małymi dziećmi nie powinno być związane z PIT’em i pracą , a z faktem posiadania dzieci. Pomoc tą powinno świadczyć Państwo z odpowiednio na ten cel stworzonego funduszu. (można oczywiście zmniejszyć obciążenia Państwa na ten cel wiążąc tą pomoc liniowo (z kwota początkową) z przychodami rocznymi rodzica /rodziców/. Dawanie zaliczkowe i rozliczenie po określeniu rocznego przychodu.
    Obecny system pomocy rodzinom mającym dzieci jest fatalny i bije w mało zarabiające rodziny, bo często podatek nie pokrywa możliwej oferowanej państwowo pomocy i dostają mniej niż osoby lepiej sytuowane.
    Pozdrawiam Maciek

  19. maciek.g napisał(a):

    Torlin,
    Masz rację, że Zofia trochę „przegina”, ale podaje wiele faktów które dla wielu osób mogą być nieznane i nie dziwię się że E-J odpowiada że czyta. Ja jak widać tez przeczytałem. Jasne jest, że polityka i interesy mocarstw w tej kwestii były decydujące, a jak wiemy gdy chodzi o wielkie interesy to moralność zwykle gdzieś idzie na stronę. Wiemy że ZSRR pod rządami Stalina nie było państwem gdzie moralność miała jakieś znaczenie przy podejmowaniu decyzji, więc trudno się dziwić, że decyzje były takie jakie były. Dla zachodnich aliantów moralność miała znaczenie , ale też zwykle ustępowała przed interesem politycznym / bo nie interesem narodów/. Po faktach zazwyczaj łatwo krytykować i oceniać gdy wyniki znamy. Przed zaistnieniem faktów i mając często sprzeczną informację podjąć właściwą decyzję jest trudno. Bardzo dużą winę ponoszą więc ci politycy polscy którzy mieli dostęp i możliwość dostępu do informacji wskazującej na to, że najbardziej możliwy jest fatalny wynik Powstania w Warszawie (a więc głównie rząd londyński) , bowiem pomoc aliantów dla niego była iluzoryczna, a pozostawieni sami sobie powstańcy nie mieli szans. (zakładanie, że wszystko potoczy się możliwie korzystnie dla powstańców było przecież oczywistą głupotą, – pewnie, że Stalin mógł wykorzystać powstanie by małymi siłami wstrzymywać Niemców w tym rejonie, pewnie że Hitler mógł zrezygnować z ofensywy i zdobywania Warszawy i lepiej wykorzystać swe wojsko i materiały wojenne, pewnie, że mogło dojść do współdziałania USA i ZSRR w dziedzinie pomocy powstaniu itp)

  20. miner napisał(a):

    E-J: niestety… Świat zaczyna się dzielić na ludzi, którzy sie z tym nie godzą i na tych, którzy starają wykorzystać do samego końca.
    .
    I potem mamy Obamę (który profesjonalnie interpretuje opowieści o „livsach” i robi z tego politykę) albo Palikota (który robi to w wersji pszenno-buraczanej).
    I jedno i drugie jest smutne z mojej perspektywy…

  21. Torlin napisał(a):

    Minerze!
    Do czego Ty doprowadzasz!
    Że ja się muszę z Tobą zgodzić!

  22. Zofia napisał(a):

    Maciek,
    nie przeginam, bo ja faktów w tym przypadku – nie interpretuję.
    Ograniczam się do ich podania.
    Cytuję listy, depesze, oświadczenia, podaje temat rozmów, daty spotkań, kto z kim o czym gadał na podst. dokumentów archiwalnych MSZ-ów USA i Wlk. Brytanii. I tylko tyle.
    Wyciąganie wniosków pozostawiam czytelnikom.
    Moja matka pracowała w sztabie gen. Sikorskiego w Londynie, miała tam też swoich przyjaciół i znajomych. O tym wszystkim, ale w mniejszym rzecz jasna zakresie – zakresie wiedziałam od bardzo dawna, z domu.
    I zawsze dziwiło mnie oficjalne interpretowanie warszawskiego powstania tutaj, w Polsce.
    Opinie na temat powstania wyraziłam tu na blogu wiele razy i znacznie wcześniej. Teraz więc już nie mam potrzeby.

  23. Torlin napisał(a):

    Zośko Kochana!
    Czytaj ze zrozumieniem!
    „Maciek, nie przeginam, bo ja faktów w tym przypadku – nie interpretuję”. Bo to nie o to chodzi, tylko o wielkość komentarza.

  24. Bars napisał(a):

    Głosie drogi,
    „Czyż właśnie demokracja nie powinna wyrażać się szlachetnym, logicznym i konkretnym językiem, właśnie takim którego ślad pozostanie na marmurach.” No i właśnie o to mi chodzi. Myślę, że Whitman powiedziałby dokładnie to samo co Ty. Ja zresztą nie dostrzegam w jego wierszach tych, jak to nazywasz, homoseksualnych nut. Owszem, Whitman prowokuje, co najbardziej rzuca się w oczy w języku oryginału. Bawi się też i uprawia karkołomną żonglerkę słowami, ale to wszystko. O ile się orientuję, dotychczas nie znaleziono żadnego wiarogodnego źródła mogącego zorientować nas w tej sferze życia Whitmana i ewentualnie potwierdzić prawdziwość tezy o jego homoseksualizmie. Co więcej, niektóre z jego wierszy wręcz przeczą temu poglądowi. Onegdaj interesowałam się nim nieco szczegółowiej i pościągałam skąd się dało cała furę dotyczących go opracowań itp. Nic takiego nie znalazłam i sądzę, że raczej „przyprawiono mu gębę”, bo taka dziś panuje moda i takie trendy wzięły górę, zarówno w analizie jak krytyce literackiej. Krótko mówiąc im więcej sensacji tym lepiej. Ja natomiast odniosłam wrażenie, że jest to poeta wręcz ewangeliczny, przepełniony głębokim zrozumieniem i współczuciem dla człowieka. Zresztą niektóre z jego wierszy sprawiają na mnie wrażenie wręcz przypowieści. A co do liryzmu, to ten zawsze wydaje się nieco kobiecy, bez względu na to, czy jest to liryzm podejrzanego Whitmana, czy też zupełnie wolnego od podejrzeń Mickiewicza. :-)
    A wiersz Robinsona jest naprawdę wspaniały.
    Ps.Wpis, który był o niebo lepszy, udało mi się wysłać w niebyt, ale z grubsza o to właśnie w nim chodziło. :D.

  25. Andrzej napisał(a):

    miner Says:
    kwiecień 28th, 2009 at 9:49 przed południem

    Znakomite uzupełnienie tego o czym pisałem wcześniej:
    http://kuczyn.com/2009/04.....ment-75363

  26. Snarski napisał(a):

    Pani Zofio,

    proszę się nawet i uwagami o wielkości komentarza nie przejmować. Pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Powstanie Warszawskie to temat lepszy niż brak tematu, jak się wcześniej rzekło. Bo nam blog zemrze śmiercią samobójczą!

  27. głos zwykły napisał(a):

    Droga Bars,
    W jego czasach homoseksualizm był tematem tabu. W kulturze anglosaskiej wówczas, to było więcej niż grzech, to było samo dno.
    .
    Nie sądziłem, że będę zmuszony do oglądania dwa razy Brokeback Mountain, ale cóż się nie robi dla poezji :-)
    .
    Z „pieśni o sobie samym” by Walt Whitman
    .
    Czule obejdę się z tobą, wijąca się trawo
    Być może wydały ciebie piersi młodych mężczyzn
    Być może gdybym ich znał, pokochałbym ich
    .
    Pieśń dla poległych by Walt Whitman
    Dają muzykę trąbki i bębny,
    Moje serce o żołnierze moi,
    Moje serce daje wam miłość.
    .
    Kawaleria przechodzi rzeką przez bród by Walt Whitman (a stary poeta, także rozkłada swój proporzec na tęgim drągu).
    Wyciągnięci w długą linię, to pojawiają się, to nikną między
    ……………………………………………………….zielonymi wyspami
    Suną wężem, broń ich błyska w słońcu – słyszysz jak dzwoni.
    Patrz srebrna rzeka, w niej bryzgi spod kopyt, konie
    ……………………………………………zatrzymujące się, żeby pić.
    Patrz ogorzali ludzie, każda grupa i zady z nich jak obraz, mniej
    …………………………………………..gorliwi odpoczywają w siodłach.
    Niektórzy wynurzają się na drugim brzegu, inni dopiero wjeżdżają ………………………………………w bród – podczas gdy
    Proporczyki czerwono-niebiesko-śnieżnobiałe
    Wesoło furkoczą na wietrze.

  28. głos zwykły napisał(a):

    A wiersz głęboko falliczny, męski i ziemisty My dwoje o czym jest?
    .
    Tak długo dawaliśmy się zwodzić, my dwoje.
    Teraz przemienieni, bystro umykamy, jak umyka Przyroda.
    My jesteśmy Przyrodą, długo nieobecni, teraz powracamy,
    Stajemy się roślinami, łodygą, listowiem, korzeniem, korą,
    Tkwimy w ziemi, jesteśmy skałą i skałą,
    Jesteśmy dębem i dębem, rośniemy obok siebie,
    Pasiemy się we dwoje pośród stad gotowych do biegu,
    Jesteśmy dwie ryby pływające w morzu, razem,
    Jesteśmy, czym jest kwiat akacji, nasz zapach w alejach rano
    …………………………………………………………….i wieczorem.
    Jesteśmy też ziarnisty brud zwierząt, jarzyn, minerałów,
    Jesteśmy dwa drapieżne jastrzębie, szybujemy wysoko i patrzymy
    …………………………………………………………………………… w dół
    Jesteśmy dwa jaśniejące słońca, to my na orbitach i między
    ………………………………………………. gwiazdami jak dwie komety,
    W pogoni szczerząc kły, czworonożni w lasach, skaczemy na
    …………………………………………………………………..zwierzynę,

    Wy, zbrodniarze na rozprawach w sądzie
    .
    Prądy piekieł przepływają pod tą twarzą, która wydaje się tak
    …………………………………………………………………spokojna
    Chucie i niegodziwości są w sam raz dla mnie,
    Stowarzyszam się z przestępcami, kocham ich,
    Czuje się jednym z nich – należę do tych więźniów i prostytutek,
    I dlatego nie zaprę się ich – jakże mógłbym się zaprzeć samego
    ………………………………………………………………………….siebie

Skomentuj